Spontaniczna działka

17 04 2009 :: :: Komentuj

To niedawne odkrycie kolegi z MEK. Ktoś stworzył ogródek przy pokaźnym bloku w jednym z działkowych stylów…

spontanicznie z daleka

spontanicznie z bliska

Fifi i Rudek na działce

17 04 2009 :: :: Komentuj (3)

Fifi – duża, szarobura w ciemne prążki, Rudek – rudy z ogromnymi, zielonymi oczami. To koty, które spędzają wakacyjny tydzień na działce. Ich pani, chcąc zintensyfikować wiosenne prace działkowe, postanowiła przez tydzień zamieszkać w swojej dobrze wyposażonej altance, nie tracąc w ten sposób cennego czasu na dojazdy lecz wykorzystując go z pożytkiem dla ogródka.

W tym celu wzięła urlop, spakowała plecak i koty, nie zapominając o kocim jedzeniu również dla kilku działkowych kocich rezydentów z uliczki Rezedowej. Nastepnie tramwajem tylko sześć przystanków, potem trzy przystanki autobusem i już koty mogły rozkoszować się niedostępną na co dzień przyrodą.

Koty bywały już na działce ale rzadko. Są grzeczne, dobrze wychowane, najedzone, zadziwione i zbyt leniwe aby głębiej zainteresować się rozćwierkaną ptasią zgrają, okupującą pokaźne bukszpanowe krzaki.

Pierwszy dzień działkowy spędzają pracowicie: towarzyszą swojej pani w grządkowej krzątaninie, wygrzewają się na nagrzanych wiosennym słońcem kamiennych schodkach albo wpatrzone w jakąś maleńką dziurkę w ziemi,nieruchomieją na długie chwile.

Tymczasem koty działkowe trzymają się z daleka. Przez szpary w płocie bacznie obserwują intruzów.Nie mają odwagi podejść do altanki, gdzie na schodkach zawsze czekały na nie smakowite kąski, a teraz panoszą się obce osobniki. Tym razem, na kolację pójdą pewnie do sąsiedniej altanki, której właściciel zawsze ich czymś dobrym poczęstuje i nawet w zimie przychodzi na działkę co drugi dzień, żeby je nakarmić. Dobrze się mają koty na działkach przy uliczce Rezedowej.

Nowe Planty

16 04 2009 :: :: Komentuj (1)

ROD im. M. Lewińskiego to rodzinny ogród działkowy jak sama nazwa wskazuje powinniśmy tu czuć się dobrze wyrzucając z siebie wszelkie toksyczne substancje… ale do rzeczy – jak mi powiedział członek zarządu dając przepustkę na działki. Zrozumiałem szybko, ze wymaga konkretnego celu akcji. Zapewne z takim pragmatycznym podejściem spotkam się jeszcze wielokrotnie. Póki co bąknąłem coś o wystawie zwłaszcza, że pracuję w muzeum co może ale nie musi warunkować moje spojrzenie na działki.

Wspomniane działki fascynują lokalizacją na terenie dawnych fortów austriackich budowanych w połowie XIX wieku, obecny ogród też należy do historycznych w Krakowie: w pawilonie zarządu wiszą dwie tablice pamiątkowe. 4 marca 1938 było otwarcie a więc się spóźniłem – warto byłoby porównać teren i uprawy które 8 kwietnia obszedłem dookoła zachwycając się rzeźbą terenu, bogactwem drzew i altan o ciekawej architekturze oraz starannie wytyczonymi zagonkami.

Pokiwałem głową nad balią z łapaną z dachu wodą (gdzie te studnie? nie ma! – na odkręcenie kurka czekamy do 10 marca ), plastikowymi opakowaniami po sokach na patykach przeciw szkodnikom i nad ledwo co wystającymi z ziemi kwiatkom – jeszcze za krata ogrodzenia, czekającym przez badacza na uwolnienie.

Krajobraz działek został wygenerowany przez okrągły plac przeznaczony na dziecięce zabawy i osprzęt – rewelacja. Nie chcę krakać ale to obniżenie terenu wygląda na usunięcie ziemi wykorzystanej potem na wyżej położone działki zamykające ową przestrzeń zabaw ze wszystkich stron świata.

Przestrzeń ta to również system alejek spacerowych rodzaj Plant jak wokół Starego Miasta. Nie wchodząc w wewnętrzne podziały i przydziały np. wody dodam jeszcze 5 bilbordów wystających myląco z ponad 2 metrowego żywopłotu od strony ul. Łokietka – czyli głównej ulicy przelotowej. Wyobrażam sobie jaki widok przedstawia ogród z górnego piętra bliskiego wieżowca. Z tą myślą zasypiam.

Pierwsza wizyta na działkach

15 04 2009 :: :: Komentuj

Sobotnie popołudnie. Pogoda jest piękna, choć to dopiero początek kwietnia. Dziś po raz pierwszy spotykamy się z działkowcami. Zanim znalazłam się z towarzyszącą mi Anią na działkach, najpierw musiałyśmy je odnaleźć. Okazuje się że samo zdawkowe rozpoznanie na mapie nie wystarcza. Trzeba tam jeszcze dotrzeć. Robimy wśród napotkanych osób rozeznanie terenu- jak najszybciej dojść we wskazane miejsce. Mijamy trasy atrakcyjne dla osób czynnie (rolki, rower, jogging), leniwie (opalanie) czy nawet romantycznie (randki) spędzające swój wolny czas. Za chwilę jednak znajdujemy się w bardziej spokojnym miejscu. Coś mówi mi i Ani, że jesteśmy już blisko „naszych” działek. Nie mylimy się. Jak na pierwszy raz poszło nawet nieźle. Ale to tak naprawdę dopiero początek. Już za chwilkę czeka nas spotkanie z większością działkowców. Kierujemy się wraz z Anią do głównego budynku na działkach. Tu czeka na nas kolejna Ania.

Budynek, w którym mieści się zarząd jest bardzo zadbany i na tyle przestronny, by pomieścić przedstawiciela każdej działki. Zajmujemy miejsca wśród działkowców. Budzimy ciekawość, zainteresowanie i… niepewność . Nikt nie odważa nam sie zadać jeszcze żadnego pytania. Nic dziwnego jesteśmy „obce” wśród „swoich”. Rozglądam się z ciekawością po zaludniającej się jeszcze sali. Widzę śnieżnobiałe obrusy i takież same białe firanki w oknach. Na ścianach dostrzegam elementy charakterystycznej drewnianej kratki wykorzystywanej jako zewnętrzny element architektoniczny altan. Jest też i mały podest. Domyślam się, że jest to miejsce przeznaczone nie tylko do omówienia obowiązkowych „działkowych” spraw, ale również miejsce, w którym można odprężyć się od wytężającej pracy- poprzez rozrywkę .
Z zamyślenia wyrywa mnie widok przesympatycznej starszej pani. Jest niezwykle żywiołowa i aktywna. Roznosi wszystkim chętnym gorące napoje a nam proponuje się częstować. Czyżby to pierwszy objaw zaufania? Nie, na to jeszcze chyba za wcześnie, ale pomyślałam sobie, że miło by było spędzić z taką osobą parę chwil na rozmowie.

Spotkanie działkowców zajmuje nieco czasu. Powoli nie tylko my zaczynamy się nudzić, ale też sami zainteresowani. Głosy przemawiających zaczynają mieszać się z glosami działkowców omawiającymi, w swoim gronie inne tematy, być może równie ważne. To chyba najlepszy moment na przywitanie i „zwykłą” rozmowę. Potem może nie starczyć na to czasu, kiedy pełną parą przystąpi się do prac ogrodowych. Ktoś ucisza głosy „niezainteresowanych”, parę osób pojedynczo wychodzi ze spotkania. Choć na zewnątrz wciąż jeszcze gorąco, mi zaczyna być w tym pomieszczeniu zimno. Patrzę znacząco na obydwie Anie. Namawiamy się, że jeszcze troszkę pozostaniemy. Myślę sobie, że trochę szkoda takiego dnia na takie długie posiedzenia, ale zaraz racjonalnie zauważam- jak nie teraz to kiedy? Ale i to tłumaczenie nie do końca mnie samą przekonuje. Wreszcie jednak decydujemy się wyjść. Okazuje się, że nie tylko ja zmarzłam. Łapiemy ostatnie promienie słońca. Jeden etap spotkania z działkowcami za nami. Przed nami spotkania indywidualne. Teraz to my z pewnością będziemy równie niepewne i ciekawe jak oni nas.
Wraz z Aniami życzymy wszystkim powodzenia- sobie oczywiście również !!!

Wyprawa po chrzan

15 04 2009 :: :: Komentuj (1)

W przedświąteczną wizytę na pobliskie ogrody działkowe wyruszyłam bez większej wiary w bliskie spotkania z działkowcami (czy można spędzać Wielkanoc na działce?) lecz szybko nastawienie zmieniłam. W Wielki Piątek nie było może tłumów lecz… myto pojazdy – przepis pozwala na wjazd w kwietniu i wrześniu na teren ogrodu autem, w tym wypadku do mycia. Poszukiwano także chrzanu – to niełatwe gdyż go nie widać, nieliczne rośliny wypuściły listki i znajoma działkowiczka najpierw długo myślała, w którym miejscu kopać po czym bezbłędnie wykopała senne jeszcze korzenie. Bukszpan, forsycja, żonkile i karmienie kur – to były główne motywy wizyt.

bramka

Działkowiczka zapytana co starsze sąsiadki robią zwykle na działce odpowiedziała, że zwołuja się aby wspólnie oglądać “Klan”. Załogo dzi! Przed wyjściem na działki należy zorientować się w programie telewizyjnym…

dzielo dzialka zaloga dzi kolekcja dzielo dzialka formularz kontaktowy Muzeum Etnograficzne w Krakowie
freeenergyquote.com www.carsaccidentsinsurances.com