Działkowy zew…

17 05 2009 :: :: Komentuj (1)

Niedzielne południe. Żar leje się z nieba. Wracam zmęczona z zajęć do domu. Patrzę na ulice, ludzi i nagle ni stąd ni zowąd, zapragnęłam przenieść się z głośnego centrum Krakowa do pełnych świeżego tlenu, relaksującej zieleni- Ogrodów Działkowych. Poczułam prawdziwy działkowy zew!

Napełniło mnie to pewnego rodzaju poczuciem dumy. Pomyślałam, że skoro czuje coś takiego, to jestem na dobrej drodze by zrozumienieć, na czym polega bycie działkowcem.

Sama mieszkam w domu prywatnym z ogrodem, na który mogę wychodzić, kiedy mi na to przychodzi ochota. Mój dziadek był działkowiczem. Czasami z nim wybierałam się na ogródki działkowe, nigdy jednak taka potrzeba nie zrodziła się we mnie samoistnie. A tu już 5 wizyt na działkach za mną i zaszła taka zmiana!

Podążając za pragnieniem wybrania się na ogrody zaczęłam dzwonić do moich informatorów. Nagle okazało się, że nikt na działkę się nie wybiera. Że niedziela jest dniem odpoczynku od działki. Że po całym tygodniu pracy w swoim ogrodzie, ludzie muszą również od nich odpocząć!

Zrozumiałam, że mój działkowy zew można by nazwać “niedzielnym”, dosłownie i w przenośni. Moje odczuwanie działek mimo iż myslałam, że uległo pewnym modyfikacjom, że w jakiś sposób dojrzało, nadal jest bardzo odległe od tego jakie mają posiadacze działek.

Pozostało mi jedynie dokonać transkrypcji już zarejestrowanych wywiadów i przypomnieć sobie chwile w których przebywałam na działkach.
A propos, bardzo gorąco polecam dokonywać transkrypcji na bieżąco. To naprawdę wymaga dużo czasu, cierpliwości i pokory;)

A przy okazji link do strony, na której znajdują fotografie pt. “Sąsiedzi“.

Są to bardzo ciekawe i dość oryginalne portrety mieszkańców Ogrodów Działkowych autorstwa Anny Bystrowskiej.

Niech działkowy zew będzie z wami!!

Dokąd zmierzasz działko?

14 05 2009 :: :: Komentuj

trawnik i iglaki

Wydaje się, że pytanie mozna odnieść zarówno do podmiotu (osoby), jak i przedmiotu (działki), bowiem niektórzy działkowicze żyć bez działki nie mogą. Najtrudniej im w zimie – pozbawieni zdrowego ruchu – dokarmiają ptaki.

Z drugiej strony – uwarunkowania jakie są mozna podzielić na historyczne, społeczne (sąsiedzkie) i gospodarcze. Przekłada sie to na funkcje, które działka pełni lub będzie pełnić.

Trawnik, który jest dla mnie synonimem przyszłości działki i mody – rozrasta się. Z małego kawałka do większego albo całkiem dużego. Powodem może być nie tylko potrzeba rekracji ale zwykły brak sił lub nawet smierć działkowicza. Jednakze dbałośc o działke występuje prawie zawsze: na pytanie
- gdzie są chwasty? – pada odpowiedź:
- u sąsiada !

Jeśli na działce nie goni się za pieniądzem, seksem, pozycją społeczną i władzą, to za czym się goni? Moze na tym polega niezwykłość tego miejsca, bowiem te wszystkie pożądania charakteryzują zwyklych śmiertelników.

PUSTE WIATY NA ROWERY

8 05 2009 :: :: Komentuj

stojak na rowery

Jedno z nielicznych praw ogólnych w jakie wierzę, brzmi:

Im dalej od ludzi zapadają decyzje dotyczące ich życia, tym trudniej przy ich użyciu zaspokoić rzeczywiste potrzeby tych, ktorych decyzje dotyczą.

stojak na rowery

WŁASNOŚĆ NIE-WŁASNA [próbka antropologii zaangażowanej]

7 05 2009 :: :: Komentuj

Różanka

Ogród działkowy jest jak zielona wyspa w mieście. Wyłania się spośród chaotycznych ulic, gęstej miejskiej zabudowy, pachnie kwiatami i świeżo skoszoną trawą.

Wyspa to ładne porównanie, które jednak nie do końca oddaje charakter ogrodu. Bo i oczywiście ogrody są zielona połacią na mapie miasta, w wyraźny sposób oddzielony od zgiełku ulic – ale te fizyczne i symboliczne granice nie są nieprzekraczalne – miasto zalewa czasem subtelne linie brzegowe ogrodów nawet, jeśli te ostatnie starają się przed tym uchronić.

Ogród działkowy jest jak wieś, którą odwiedzają niechciani „obcy”. Tego typu obraz wyłania się z narracji działkowiczów. Podczas walnego zebrania wielokrotnie mówiono o nieszczelnych ogrodzeniach, które swobodnie przekraczają zwierzęta z poligonu wojskowego. Granice przekraczają śmieci – zarówno od strony cmentarza, jak również od wschodniej strony, gdzie ogród graniczy z garażami (i „garażowcami”). Tym, co działki mają na skraju nikt nie zazdrości. Co nie oznacza, ze pozostali czują się bezpieczni!

Bo granice przekraczają też ludzie.

Gdy kwitnąć zaczynają piwonie, to trudno przewidzieć jak długo uda im się przetrwać na swoich stanowiskach. Wieczorem ogród wygląda pięknie, a rano jedyny ślad po kwiatach stanowią krótkie łodygi. Śladem nocnych, bądź porannych penetracji ogrodu są też opustoszałe grządki. O te znikające owoce i warzywa nikt może nie miałby pretensji, gdyby od czasu, do czasu ktoś zapytał o pozwolenie. I gdyby (przy okazji) nikt nie niszczył ogrodzenia i roślin. Na działkach lepiej nie zostawiać też cennych przedmiotów – bo te, podobnie jak piwonie, czasem znikają.
I lepiej nie zamykać niczego na trzy spusty, bo niedostępne budzi pożądanie.

Ogród działkowy jest jak trawnik, zielona, rekreacyjna przestrzeń, którą można zorganizować wszędzie, gdzie jest ziemia i słońce; można też zaorać i w każdej chwili postawić coś nowego [czy aby na pewno?]. W planach zagospodarowania miasta przyszłość ROD „Różanecznik” nie jest jeszcze przesądzona. Ogród może pozostać na swoim miejscu. Może jednak podzielić los pozostałych wrocławskich ogrodów działkowych i zniknąć – pochłonięte przez miasto.

Jak można bronić własność nie-własną?

Lustro podziemne

4 05 2009 :: :: Komentuj (1)

Kalendarz biodynamiczny jest prezentowany na kilku forach działkowych jako jedna z form racjonalnej uprawy ziemi. Bardzo zajmuje mnie kategoria racjonalności. Na jednym z forów ta racjonalność jest tłumaczona poprzez wpływ księżyca: skoro 70- 90 procent rośliny to woda, a wiadome jest, że księżyc oddziałuje na wodę na ziemi (przypływy, odpływy), to nie ma powodu sądzić, że nie ma wpływu na wodę zawartą w roślinach.

Ostatnio, kiedy w pomorskiem pytałam, czy w przydomowym ogródku gospodyni stosuje kalendarz księżycowy, powiedziała, że „owszem obok marchewek sadzi cebulę”, bo szkodniki, które lubią marchewkę nie znoszą zapachu cebuli. W ten sposób unika stosowania szkodliwej chemii. Utożsamienie kalendarza księżycowego z ekologiczną uprawą świadczy pewnie o braku dokładniejszej wiedzy biodynamicznej, ale także pozwala sądzić, że kalendarz księżycowy nie jest czymś kosmicznym i udziwnionym, a raczej równie tradycyjnym i wypróbowanym, jak stare metody zwalczania szkodników zapachem cebuli.

Przekonanie o racjonalnym działaniu wiąże się przecież z doświadczeniem- jeżeli sprawdziliśmy, że coś działa nie ma powodu tego podważać.
Moja koleżanka z pracy mówi, słuchając wywodów o kalendarzu biodynamicznym, że nie chodzi o przypływy i odpływy, tylko o lustro wody podziemnej (!). To brzmi dość magicznie. Szukam nowych dowodów na racjonalność kalendarza biodynamicznego, a na razie idę sadzić kwiatki w skrzynkach, bo we środę koniec czasu siewu.

dzielo dzialka zaloga dzi kolekcja dzielo dzialka formularz kontaktowy Muzeum Etnograficzne w Krakowie
freeenergyquote.com wine opener amazon www.carsaccidentsinsurances.com