Ulubiona roślina ?

26 06 2009 :: :: Komentuj (1)

To chyba groszek…

W głosie pani Filomeny, wręczającej mi pachnący bukiecik tejże rośliny słyszę jednak cień wątpliwości. Po chwili reflektuje się , jakby przyłapana na złej odpowiedzi, z entuzjazmem oznajmia:

Kwiaty, przede wszystkim kwiaty ! Wszystkie kwiaty!

Ogród o tej porze roku w pełnym rozkwicie. Nie mogę się skupić, co rusz dostrzegam coś piękniejszego! Trzeba zrobić czym prędzej zdjęcia! Unaocznić te cuda natury!

Dobrze, że nie muszę wybierać najładniejszej rośliny na działce. Pani Filomena wybrała za mnie. Drugi bukiet, jaki od niej dostaje kryje w sobie przeróżne kwiaty .
Oprócz wzroku nacieszyć jeszcze mogę zmysł powonienia .
Za tydzień mam się wstawić na agrest- to już uczta dla podniebienia!

Dziadek i wynalazki

25 06 2009 :: :: Komentuj

Mój rozmówca miał dziadka- samouka od którego wiele się nauczył. Nauka to była szczególna bo stolarska i ogrodnicza a więc praktyczna i pragmatyczna. Na działce – sprawdza się znakomicie.
Dzięki temu ze wiedzę można przenieść – ogród zawiera jakąś tam część pamięci po dziadku. Byłby on teraz dumny z wnuka, który tą wiedzę poszerzył o własny – jak mówi – patent.
Jest to wiaderko po farbie malarskiej, której scianki ozdobione są małej średnicy otworkami. Średnica jest bardzo ważna bowiem określa wielkość gryzoni penetrujących podziemny świat działek: większe od otworu – nie przejdą. Takie wiaderka, w których później siedzą roślinki można nabyć u malarza po skończonej robocie ale otwory samemu trzeba wykonać, najlepiej lutownicą . I tu odkrywam ścieżkę przetwarzania równiez starych plastikowych doniczek i butli po wodzie czekających w pogotowiu.
Wnuk jest dumny z patentu – już sąsiad podpatrzył i stosuje z powodzeniem. Można by zapytać jeszcze o honorarium ale czy na działce liczą się tylko pieniądze?

ochrona roślinpojemnik i lutownica

Gołąb z nieba

24 06 2009 :: :: Komentuj

- Szybko, szybko, niech pani idzie! coś pokażemy! No, szybciej, ale się pani zdziwi! – tak parę dni temu, tajemniczo przywitali mnie moi działkowicze. Z ciekawością zbliżałam się do altanki, przy której stali oboje małżonkowie, patrząc raz na mnie a raz pod drewniany stolik, pod którym jak się okazało, siedział napuszony …..gołąb. – Ojej, a co się stało? Skąd się wziął u państwa na działce ?- ze zdziwieniem przypatrywałam sie drobnemu, szaremu, wystraszonemu trochę moim wtargnięciem ptakowi. – Spadł nam z nieba – odpowiedzieli niemal jednocześnie moi państwo.

Okazało się, że widywany od pewnego czasu nad działkami jastrząb, przypuścił atak na gołębia, chwycił go w locie ale po chwili rozpaczliwie szarpiący się ptak uwolnił się ze szpon drapieżnika i spadł prosto pod nogi, siedzącego na leżaku, pana Leszka. Zdziwiony popatrzył odruchowo w niebo i zobaczył krążącego jeszcze , ale już wycofującego się jastrzębia. Gołąb okazał się być dość mocno zraniony, pod skrzydłem miał wyszarpaną głęboką ranę, nie mógł stanąć na nóżkach. Państwo Leszkowie natychmiast przystąpili do działania. W działkowej apteczce znalazła się woda utleniona, jodyna, zasypka antybakteryjna. Gołąb został opatrzony i umieszczony w kąciku altanki, gdzie spędził nieruchomo prawie dwa dni i z pełnym zaufaniem poddawał się zmianom opatrunków. Po czterech dniach już stanął na nóżkach ( na jednej ma czerwoną obrączkę co świadczy, że pochodzi z hodowli), nabrał apetytu, zaczął powoli chodzić a ja zobaczyłam go już w całkiem niezłej formie. Rana się goi, porasta delikatnym puchem i jest nadzieja, że za niedługo, jeśli okaże się, że skrzydło nie jest uszkodzone będzie pewnie próbował latać.

Dumni z uratowania gołębia, boją się jednak moi działkowicze, że nie całkiem jeszcze sprawny ptak, będzie łatwym łupem dla wciąż penetrującego nad mogilskimi działkami jastrzębia i zastanawiają się czy nie trzeba będzie wydłużyć turnusu rehabilitacyjnego.

Z wizytą u Obamy i Lucjana Rydla

5 06 2009 :: :: Komentuj (1)

Z lekkim opóźnieniem przyłączam się do dzieło-działkowania i na dobry początek informacja prosto z Waszyngtonu (bez żadnych konotacji politycznych). Otóż, jak się okazuje nasze zainteresowania i pasje względem ogródków wszelkiego typu podziela Michelle Obama. Stąd, jedną z pierwszych “rewolucji”, które wprowadziła w Białym Domu, była zamiana klombów z różami, na rabatki z brokułami i cukinią.

"działka" przy Białym Domu

Na tym jednak nie koniec…Publicznie pochwaliła “community garden”, które według niej urozmaicają monotonię betonu, a przy tym propagują ideę zmiany nawyków żywnościowych.
Z pewnością gdyby Pani Obama wiedziała, jak w naszym kraju rozpowszechniona jest idea, którą tak mocno wspiera, już dawno przekonałaby męża do zniesienia wiz dla Polaków (a przynajmniej dla polskich działkowców :-)
A wracając na rodzimy grunt, że się tak fachowo wyrażę, to w udziale mi przypadły Ogródki Działkowe im. Lucjana Rydla przy ulicy Radzikowskiego 83. Ponoć drzewiej (ciśnie mi się ta nomenklatura „etnobotaniczna”) ów teren należał do obecnego patrona działek, Lucjana Rydla. Niestety z smutkiem muszę dodać, że raczej słynny Pan Młody działki z romantyczną altanką nie wygospodarował w tym miejscu.Chociaż, kto wie…

DZIALKI RYDLA_MAPA

Obecne położenie owych ogródków działkowych jest co najmniej niebanalne. Naprzeciwko głównego wejścia roztacza się panorama z Macro Cash na pierwszym planie, na drugim planie, w tle po prawej Ikea, a po lewej Instytut Fizyki Jądrowej. Z zachodu graniczą działki z „dość” ruchliwą Armii Krajowej, zwieńczoną Rondem Ofiar Katynia, a od strony wschodniej z osiedlem bloków mieszkalnych. Jedynie sąsiedztwo połudnowej części ogródków działkowych wydaje się najmniej atrakcyjne – zwykła trakcja kolejowa.
Ale czyż nie jest pięknie?

DZIALKA RYDLA

Krakowski obwarzanek

4 06 2009 :: :: Komentuj

tablica pamiatkowa

Wczoraj wybrałem się do Zarzadu aby zobaczyć Kronikę ROD i prawie na dzień dobry dostałem obwarzanek z herbatą. Wgłębiając się w treść pisanej na maszynie historii z okazji 50-lecia założenia Ogrodu, myślałem o tych ludziach, którzy w czasach kryzysu lat trzydziestych XX wieku walczyli o przyznanie działek aby ulżyć sobie w utrzymaniu jakiego takiego poziomu życia.

Okazało się też ze po wojnie zabraniano grodzić działki, których tereny miały byc brane pod budowę. I tak ludzie z tych działek znaleźli tutaj przytulisko. Dowiedziałem się wreszcie, ze siedziba zarządu to dawny Dom Działkowca – upragniony wówczas z powodu długiego czasu oczekiwania.

Jak już nie mogłem wysiedzieć w samotnosci z historią (którą podobno nikt teraz nie chce) – zabrzmiał głos prezesa

To mój dziadek był współzałożycielem Ogrodu!

W tym momencie historia zatoczyła koło i uwierzyłem że może to wszystko mieć jakiś sens. Jak podziemne przejście ze środka Parku na Składową.

dzielo dzialka zaloga dzi kolekcja dzielo dzialka formularz kontaktowy Muzeum Etnograficzne w Krakowie