Artystyczne działkowanie

26 07 2009 :: :: Komentuj (2)

Działka, Praca, Edukacja
PRZENIESIENIE DZIAŁALNOŚCI GALERII NA DZIAŁKĘ:
Rodzinne Ogródki Działkowe “Siekierki”, Warszawa, ul. Nadrzeczna 6a/ działka nr 76

Warszawska Galeria Le Guern przeniosła się na działkę. Altana wujka Tomka Saciłowskiego – fotografa, wydawcy i autora „Trzaskopisma” – zamieniła się w miejsce spotkań i działań artystów. A także prac ogrodowych, bo zespół Le Guern, zgodnie z zaleceniem artysty, pielęgnuje trzy odmiany pomidorów, uprawia zioła, plewi grządki i kosi trawę.
Przybywający goście częstowani są jajecznicą, ciastem i zieloną herbatą.

compost records

fiat Marka Raczkowskiego

Do altany prowadzi ścieżka muzyczna Compost Records zrobiona przez Tomka z płyt winylowych. Zobaczyć można lustrzane Niepka Igora Omuleckiego, a także wziąć udział w zawodach w centralnym fotografowaniu jabłek (pomysł Igora Krenza), w których nagrodą jest mały fiat. Zmontowany przez Marka Raczkowskiego samochód wygra ten, komu uda się sfotografować spadające jabłko tak, by znalazło się ono najbliżej centrum kadru – każdy ma dwa „strzały” – finał w sierpniu.

Działkowcy, którzy początkowo ze zdziwieniem przyglądali się poczynaniom sąsiada, powoli włączają się projekt. To przy ich udziale rozpoczęło się Biennale Sztuki – na wzór tego, które trwa właśnie Wenecji. Rodzinny Ogród Działkowy „Siekierki” przy Nadrzecznej odwiedzają od kilku tygodniu goście z całego świata.
Działka Giardini Biennale 2009 wymyśliła kuratorka Joanna Warsza. Czterdzieści dziewięć altan zamienionych zostało w pawilony wystawowe. Flagi państwowe wetknięte w furtki albo gdzieś na dachu altany sygnalizują na czyim terytorium właśnie się znajdujemy. Swoje “narodowe pawilony” dostały także kraje, które w weneckim Biennale nie uczestniczą, jak Iran czy Mongolia.

W artystyczne działkowanie włączyli się już lub włączą w najbliższym czasie m.in.: Kamil Antosiewicz, Edwin Bendyk, Mirosław Borczyński, Agnieszka Brzeżanska, Oskar Dawicki, Marta Deskur, Marianna Dobkowska, Maurycy Gomulicki, Kinga Kielczyńska, Igor Krenz, Agnieszka Kurant, Robert Maciejuk, Ewa i Elżbieta Okroy, Igor Omulecki, Mathilde Papapietro, Marek Raczkowski, Łukasz Ronduda, Joanna Warsza, Michał Woliński, Joanna Zielinska.

Zob. więcej:
blog Działka/ Praca/ Edukacja
Galeria Le Guern

pawilon turecki

pawilon mongolski

Kongres

17 07 2009 :: :: Komentuj (1)

14 lipca ponad 2500 tysiąca uczestników I Kongresu PZD obradowało w Warszawie cały dzień. Delegacje przybywały od rana a nawet dzień wcześniej, pamiątkowe zdjęcia przed pałacem, ekscytacja, atmosfera święta. Zamieszanie przy odbieraniu plakietek, potem kawa i rogaliki – całe korytarze PKiN zastawione stołami. Działkowcy stłoczeni, więcej mężczyzn niż kobiet, większość bardzo elegancka. Górnicy w gali. Średnia wieku – około 60 lat. Sporo osób całkiem starszych.

Sala kongresowa wypełniona po brzegi, dopisali politycy wszystkich frakcji oprócz PiS, partii, której działacz (zresztą członek PZD, na koniec zgłoszono wniosek o jego wykluczenie z szeregów) zgłosił projekt ustawy bezpośrednio przyczyniającej się do powołania Kongresu.

W trakcie obrad żywiołowo reagowano na referat Prezesa PZD Eugeniusza Kondrackiego. Owacjami przyjęto m. in. te słowa:

Ogrody działkowe to potężny ruch społeczny, potężny głos, który woła do polityków: zostawcie ogrody w spokoju! (…) Gdyby nie było PZD już dawno po ogrodach opadłby kurz (…)

Ogrody to „urządzenia użyteczności publicznej” a projekt ustawy to „zwalczanie społeczeństwa obywatelskiego”. I wreszcie: „ogrody to nie tylko grunt, to przede wszystkim milion rodzin!”.

Także przemowy polityków lewicy odebrano bardzo ciepło. Jerzy Szmajdziński cytował piosenkę śpiewaną przez Marka Grechutę, mówił o rocznicy zburzenia Bastylii. Waldemar Pawlak zaczął od stwierdzenia:

Co to za państwo, co obawia się ogródków działkowych?

Górnicy siedzący za mną komentowali:

„Bardzo ładnie mówi.”

Więcej jak połowa Kongresu upłynęło na politycznych wystąpieniach. Okazało się, że ogródki działkowe mają liczne grono przyjaciół. Dopisali samorządowcy (prezydent Poznania jako szef Związku Miast Polskich), związki zawodowe, ludowcy, wszystkie twarze lewicy, a także reprezentacja PO. Politycy stanowili nie lada atrakcję – stała do nich kolejka po autograf na kongresowym zaproszeniu. Byli zachwyceni swą rolą celebrytów.
Górnicy tak podsumowali ciąg wystąpień:

-Lewica za nami, prawica za nami! Tak ma być!
-No i my za nami!

Na zakończenie Prezes ofiarował każdej z okręgowych delegacji PZD drzewka kongresowe stojące w obszernych donicach za stołem prezydialnym. Bohaterem botanicznym dnia okazały się dorodne okazy gatunku Robinia pseudoakacia:

Twarde, nie do pokonania (…) posadźcie je na terenie ogólnym w waszych ogrodach, zafundujcie tabliczkę. To symbol wytrwałości, dążeń, walki. Nie poddamy się nigdy!

Owacje.

Dzień kongresowy dobiegł końca. Działkowcy zaczęli pospiesznie opuszczać salę, potem pałac, rozeszli się po wszystkich parkingach, zaczęli wietrzyć nagrzane autokary i rozjeżdżać się do domów.

Podróż do Warszawy okazała się podróżą w przeszłość. Klimat PRL-u emanował z każdej cateringowej filiżanki, z każdego papierosa wypalanego na schodach PeKiNu. Działkowcy objawili się jako ludzie starsi, przemijającej świetności, zaaferowani, karni, zorganizowani, choć swojsko buńczuczni. Dla wielu ta wyprawa była ważnym wydarzeniem. Coś na kształt działkowej pielgrzymki (te autokary, sztandary, gale). Przywieźli transparenty, które wznosili w szczególnie gorących momentach, komentowali ale pod wąsem, do sąsiadki na uszko. Trzymali fason, srogie i skupione miny, mimo ukradkiem ucinanych drzemek i nieobecnych spojrzeń. Punkt ratownictwa medycznego był liczny i świetnie wyposażony. I pomyśleć, że 10 dni wcześniej na tej samej scenie zagrał John Zorn…

Mimo kongresowego sukcesu (obietnice poparcia) odniosłam wrażenie schyłku. Mimo politycznego przebudzenia działkowców o jakim mówił prezes Kondracki, mimo rozmachu i skali samego Kongresu, mimo podziękowań do mediów – następnego dnia dzienniki nie poświęciły sprawie linijki.

Ruch działkowy w Polsce ma 110 lat. PZD liczy sobie ponad 25 lat. Czy ogrody działkowe przetrwają wymianę pokoleń? Wiem, przyjdą nowi emeryci, zresztą jest sporo młodych ludzi działkujących tu i tam. Ale czy wpiszą się w takie reguły gry, jakich byłam świadkiem na Kongresie? Niekoniecznie.

O siedzeniu

4 05 2009 :: :: Komentuj

Spędziłam na działce bardzo wiele bardzo nudnych godzin. Kiedy byłam dzieckiem szukałam wciąż nowych przygód, chciałam wszędzie wetknąć nos i wszystko zbadać. Spacery na działkę były dla mnie przede wszystkim powinnością posłusznej wnuczki.

Nie lubiłam grzebać w ziemi i kompletnie nie interesowały mnie kwiaty. Sytuację ratował trochę trójkołowy rowerek, którym mogłam jeździć sama po bezpiecznych alejkach. Na innych działkach było kilka ciekawych rzeczy do obserwacji. Szczególnie lubiłam kolekcję dziwnych wiatraczków i gołębie, które szybowały na całym ogrodem działkowym. Całemu ogrodowi musiał wystarczać jeden wspólny wychodek, stąd załatwianie potrzeb fizjologicznych było pretekstem do spotkań i plotek (w moim wypadku zwłaszcza pytań typu: a dobrze się uczysz?).

Działkowanie pozostało mi jednak w pamięci przede wszystkim jako czas siedzenia na ławeczce. Bo, pomimo przekonania, ze zawsze jest jeszcze coś do zrobienia, zawsze nastawał chwila, kiedy się siedziało. Trzeba było siedzieć i nic więcej. Trudno było mi to zrozumieć. Siedzenie oznaczało nudę.

Mięło czasu mało- wiele i natura trochę już zaczęła mnie nawet pociągać, ale przede wszystkim dotarło do mnie, jak bardzo działkowanie pozwalało nam wtedy na powrót do wolniejszego, czyli normalniejszego trybu życia. To obowiązkowe działkowe siedzenie jest dziś dla mnie prawdziwym odkryciem. Cała jego trudność polega właśnie na tym, że nie robi się nic innego.

Jak medytacja, którą odkrywa się po latach w ćwiczeniach oddechowych wykonywanych dawno na wuefie.

W miejskim życiu nie ma pór roku i nie ma czasu na siedzenie. Dlatego działki dają szansę, żeby na jakiś czas zapomnieć o tym życiu i doświadczyć rytmu życia naprawdę. Pomaga w tym, zwłaszcza kiedy produktem zawodowej pracy są rzeczy nieuchwytne, kontakt z jakże materialną ziemią. Kontakt oparty na nie-rozumieniu.

dzialka

Jeżowi wynajmę od zaraz

27 04 2009 :: :: Komentuj

Tak zaczynające się ogłoszenia mogłyby pojawiać się na działkowych tablicach informacyjnych lub ogródkowych płotach i bramkach. Marzeniem bowiem właścicieli ogródków jest posiadanie swojego jeża. Niechby zadomowił się gdzieś w gęstwinie zarośli, pod płotem, koło altanki albo w zacisznej niszy pod wiodącymi do piwniczki schodkami. W zamian za miseczkę mleka, kefiru, kawałeczek białego sera czy obiadowe resztki, jeż wypowie wojnę ogrodowym szkodnikom. Jest owadożerny, je pająki gąsienice i larwy owadów, smakują mu ślimaki i nie pogardzi polną myszką lub nornicą. Zasługi jego doceniają nawet koci rezydenci i udają że nie zauważają maszerującego im niemal po łapach jeża, (pewnie też z respektu dla jego kłującej „sierści”). Wśród działkowców krążą historie o wykradaniu sobie przez sąsiadów całych jeżowych rodzin, przywabianiu ich, wręcz przekupywaniu dobrymi kąskami.

Nie wykradane ale raczej pożyczane bywały czasem biedronki. Teraz biedronek jest sporo ale bywały lata, że w szklanym słoiczku maleńkie chrząszcze przenoszono na sąsiednią działkę. Tak więc…biedroneczko leć do nieba … ale niekoniecznie, może lepiej do ogródków działkowych, gdzie czekać będą na cię zaatakowane przez mszyce nasturcje.

Łaskawym okiem działkowiec spogląda na ropuchy i żaby. Zwabiają je coraz częstsze na działkach oczka wodne i fontanienki. Żabki rozprawiają się ze ślimakami, owadami, mrówkami, pająkami. Oprócz tych zalet, niewątpliwą jest również, możliwość posłuchania po pracowitym działkowym dniu ich wieczornego kumkania.

Różanecznik. Sezon oficjalnie rozpoczęty

26 04 2009 :: :: Komentuj (1)

Prace juz dawno rozpoczęte. Drzewa i pierwsze kwiaty już kwitną. Jednak na wrocławskim ROD Różanecznik sezon działkowy, oficjalnie rozpoczął się 25 kwietnia w czasie walnego zebrania.

Rozpoczęło się oficjalnym przedstawieniem Załogi dzi. Później już tylko grzecznie siedzieliśmy. Jako że nie uzyskano quorum, zebranie przesunięto o pół godziny. Ale nie byliśmy bezproduktywni. Najwyraźniej Zarząd był przygotowany na taką sytuację, bo jeden z działkowców wygłosił wykład o dioksynach. Wykład krótki, ale dość długi, by przekazać podstawowe informacje o szkodliwości tych substancji. Później ruszyła machina demokracji.

Zaczęło się jednak od przyznania srebrnych i brązowych odznak PZD. Sprawozdanie finansowo-merytoryczne za ubiegły rok, przyjęto jednogłośnie. I się zaczęło… Najwięcej emocji było przy przedstawianiu sytuacji prawnej, a także pomysłów nowych ustaw dotyczących PZD. Tyleż samo uczuć członkowie zebrania poświęcili jednej z uchwał głosowanej na tym zebraniu – budowie chodnika na terenie działek. Projekt o tyle kontrowersyjny jak przyznali sami działkowicze, o ile drogi a na dodatek na niepewnym gruncie, bowiem wg. planów Rady Miasta Wrocławia, 95% obecnych działek ma zostać zabudowanych. Różanecznik nie ma na dzisiaj żadnego statusu, co czyni wszelkie inwestycje tym bardziej niepewnymi. Ostatecznie projekt budowy chodnika został zaniechany.

Dyskutwane były też inne problemy. M.in. ogrodzenie działek, które niedostatecznie chroni ogródki przed wandalami, ale też przed sarnami, które nieświadomie czynią istotne szkody na działkach.

Zebranie w liczbach:
- średnia wieku: +60
- obecni: 87 z 360 członków
- czas: 3h 30 min
- goście specjalni: 1 (z-ca komendanta posterunku policji Psie Pole)

dzielo dzialka zaloga dzi kolekcja dzielo dzialka formularz kontaktowy Muzeum Etnograficzne w Krakowie
freeenergyquote.com www.carsaccidentsinsurances.com