Zapraszamy 28 lipca 2011 r. (najbliższy czwartek) na godzinę 18.00 na spotkanie z cyklu “Druga strona rzeczy” poświęcone w tym miesiącu fascynującemu tematowi roślinnych wędrówek.
podwórko MEK, ul. Krakowska 46
(w razie niepogody – ratusz, pl. Wolnica 1)
goście specjalni: Piotr Klepacki, Monika Kujawska – uczestnicy projektu badawczego MEK „Dzieło-działka”
Porozmawiamy o tym, jak rośliny przekraczają granice kultur, znajdując zastosowanie w kuchni, lecznictwie, praktykach religijnych. W otoczeniu narzędzi rolniczych z różnych stron świata przypomnimy sobie o odległych rodowodach owoców, warzyw i ziół, które rosną w naszych ogródkach. Czy pomidor, słonecznik, tymianek nadal będą smakowały tak samo? Druga strona rzeczy
Rękopis, około 1410 r., ilustrowany przez braci Limburgów, Musée Condé, Chantilly
(…) Wiedzcie, że mówię o ogrodniku działkowym (…), prawdziwy ogrodnik czuje w kościach, że sierpień to jest czas zmiany. Co kwitnie, to już niebawem przekwitać zacznie; teraz jeszcze nadejdzie czas jesiennych astrów i chryzantem a potem dobranoc! Ale, ale, jeszcze ty, jaśniejący floksie, ty, bukieciku kościelny, ty, złoty starcze i złota nawłoci, ty, złota rudbekio i złoty słoneczniku, i jeszcze wy i ja, jeszcze się nie damy, skądże znowu! Przez cały rok jest wiosna i przez całe życie młodość; stale jeszcze jest z czego kwitnąć. To tylko tak się mówi, że jesień; my tymczasem rozkwitamy innym kwiatem, rośniemy pod ziemią, wypuszczamy nowe pędy; i stale coś jest do roboty. Tylko ci, którzy trzymają bezczynnie ręce w kieszeniach, powiadają, że wszystko zmierza ku gorszemu; ale kto kwitnie i przynosi owoce, chociażby to było w listopadzie, nic nie wie o jesieni, wie tylko o złotym lecie; nie wie nic o upadku, ale o puszczaniu pędów. Jesienny astrze, drogi człowieku, rok jest tak długi, że nawet końca nie ma.
Powyższy cytat pochodzi z książeczki Rok ogrodnika (to zakończenie rozdziału Sierpień ogrodnika), której autorem jest czeski pisarz i dramaturg Karel Čapek. Tekst powstał w 1929 roku. (Autor zasłynął jako krytyk wykorzystania techniki i nauki dla działań machiny wojennej podczas I wojny światowej. W 1922 ukazał się przekład na język angielski jego sztuki Rossumovi Univerzální Roboti, który wprowadził do obiegu słowo ‘robot’.)
Według Roberta Pogue Harrisona (w: Gardens. An Essey on the Human Condition, Chicago 2008) praski działkowicz w tym dokumencie daje nie tylko świadectwo ogrodniczej obsesji. To przekonująca alegoria uprawy i troski o duszę. Jak pisze w zakończeniu rozdziału poświęconego tekstowi Čapka:
Nawet jeśli historia mówi nam, że nie zawsze tak jest, ogrodnik musi wciąż wierzyć, że najlepsze przed nami, bez takiej wiary nie będzie ogrodników, a bez nich lepszej czy gorszej przyszłości.
14 lipca ponad 2500 tysiąca uczestników I Kongresu PZD obradowało w Warszawie cały dzień. Delegacje przybywały od rana a nawet dzień wcześniej, pamiątkowe zdjęcia przed pałacem, ekscytacja, atmosfera święta. Zamieszanie przy odbieraniu plakietek, potem kawa i rogaliki – całe korytarze PKiN zastawione stołami. Działkowcy stłoczeni, więcej mężczyzn niż kobiet, większość bardzo elegancka. Górnicy w gali. Średnia wieku – około 60 lat. Sporo osób całkiem starszych.
Sala kongresowa wypełniona po brzegi, dopisali politycy wszystkich frakcji oprócz PiS, partii, której działacz (zresztą członek PZD, na koniec zgłoszono wniosek o jego wykluczenie z szeregów) zgłosił projekt ustawy bezpośrednio przyczyniającej się do powołania Kongresu.
W trakcie obrad żywiołowo reagowano na referat Prezesa PZD Eugeniusza Kondrackiego. Owacjami przyjęto m. in. te słowa:
Ogrody działkowe to potężny ruch społeczny, potężny głos, który woła do polityków: zostawcie ogrody w spokoju! (…) Gdyby nie było PZD już dawno po ogrodach opadłby kurz (…)
Ogrody to „urządzenia użyteczności publicznej” a projekt ustawy to „zwalczanie społeczeństwa obywatelskiego”. I wreszcie: „ogrody to nie tylko grunt, to przede wszystkim milion rodzin!”.
Także przemowy polityków lewicy odebrano bardzo ciepło. Jerzy Szmajdziński cytował piosenkę śpiewaną przez Marka Grechutę, mówił o rocznicy zburzenia Bastylii. Waldemar Pawlak zaczął od stwierdzenia:
Co to za państwo, co obawia się ogródków działkowych?
Górnicy siedzący za mną komentowali:
„Bardzo ładnie mówi.”
Więcej jak połowa Kongresu upłynęło na politycznych wystąpieniach. Okazało się, że ogródki działkowe mają liczne grono przyjaciół. Dopisali samorządowcy (prezydent Poznania jako szef Związku Miast Polskich), związki zawodowe, ludowcy, wszystkie twarze lewicy, a także reprezentacja PO. Politycy stanowili nie lada atrakcję – stała do nich kolejka po autograf na kongresowym zaproszeniu. Byli zachwyceni swą rolą celebrytów.
Górnicy tak podsumowali ciąg wystąpień:
-Lewica za nami, prawica za nami! Tak ma być!
-No i my za nami!
Na zakończenie Prezes ofiarował każdej z okręgowych delegacji PZD drzewka kongresowe stojące w obszernych donicach za stołem prezydialnym. Bohaterem botanicznym dnia okazały się dorodne okazy gatunku Robinia pseudoakacia:
Twarde, nie do pokonania (…) posadźcie je na terenie ogólnym w waszych ogrodach, zafundujcie tabliczkę. To symbol wytrwałości, dążeń, walki. Nie poddamy się nigdy!
Owacje.
Dzień kongresowy dobiegł końca. Działkowcy zaczęli pospiesznie opuszczać salę, potem pałac, rozeszli się po wszystkich parkingach, zaczęli wietrzyć nagrzane autokary i rozjeżdżać się do domów.
Podróż do Warszawy okazała się podróżą w przeszłość. Klimat PRL-u emanował z każdej cateringowej filiżanki, z każdego papierosa wypalanego na schodach PeKiNu. Działkowcy objawili się jako ludzie starsi, przemijającej świetności, zaaferowani, karni, zorganizowani, choć swojsko buńczuczni. Dla wielu ta wyprawa była ważnym wydarzeniem. Coś na kształt działkowej pielgrzymki (te autokary, sztandary, gale). Przywieźli transparenty, które wznosili w szczególnie gorących momentach, komentowali ale pod wąsem, do sąsiadki na uszko. Trzymali fason, srogie i skupione miny, mimo ukradkiem ucinanych drzemek i nieobecnych spojrzeń. Punkt ratownictwa medycznego był liczny i świetnie wyposażony. I pomyśleć, że 10 dni wcześniej na tej samej scenie zagrał John Zorn…
Mimo kongresowego sukcesu (obietnice poparcia) odniosłam wrażenie schyłku. Mimo politycznego przebudzenia działkowców o jakim mówił prezes Kondracki, mimo rozmachu i skali samego Kongresu, mimo podziękowań do mediów – następnego dnia dzienniki nie poświęciły sprawie linijki.
Ruch działkowy w Polsce ma 110 lat. PZD liczy sobie ponad 25 lat. Czy ogrody działkowe przetrwają wymianę pokoleń? Wiem, przyjdą nowi emeryci, zresztą jest sporo młodych ludzi działkujących tu i tam. Ale czy wpiszą się w takie reguły gry, jakich byłam świadkiem na Kongresie? Niekoniecznie.
Mój rozmówca miał dziadka- samouka od którego wiele się nauczył. Nauka to była szczególna bo stolarska i ogrodnicza a więc praktyczna i pragmatyczna. Na działce – sprawdza się znakomicie.
Dzięki temu ze wiedzę można przenieść – ogród zawiera jakąś tam część pamięci po dziadku. Byłby on teraz dumny z wnuka, który tą wiedzę poszerzył o własny – jak mówi – patent.
Jest to wiaderko po farbie malarskiej, której scianki ozdobione są małej średnicy otworkami. Średnica jest bardzo ważna bowiem określa wielkość gryzoni penetrujących podziemny świat działek: większe od otworu – nie przejdą. Takie wiaderka, w których później siedzą roślinki można nabyć u malarza po skończonej robocie ale otwory samemu trzeba wykonać, najlepiej lutownicą . I tu odkrywam ścieżkę przetwarzania równiez starych plastikowych doniczek i butli po wodzie czekających w pogotowiu.
Wnuk jest dumny z patentu – już sąsiad podpatrzył i stosuje z powodzeniem. Można by zapytać jeszcze o honorarium ale czy na działce liczą się tylko pieniądze?