Krajalnica- mój obiekt dnia

23 11 2009 :: :: Komentuj (1)

Ofiarowana na trzecie życie, do trzeciego domu i drugiej kuchni. Oto krajalnica do chleba. Należy do rodziny przedmiotów “bardzo porządnych”, takich, których szkoda wyrzucać. Kupiona podczas wizyty w NRD, z czasem zakonserwowana przy pomocy białej farby. Jest to jeden z niewielu przedmiotów o wyłącznym, jasno określonym użyciu. Ta krajalnica nie pokroi wędliny, ani pomidorów. Podobnie, ja za dawnych czasów w wiejskiej izbie korzystano z namaszczeniem i określoną czystością z wszystkich narzędzi związanych z chlebem, tak i ta krajalnica miała użycie zarezerwowane. Z czasem wyparta została z za małej kuchni przez przedmioty bardziej uniwersalnego użytku.

Tak trafiła na działkę. Udało się ochronić ją przed zniszczeniem. Stałą się częścią wyposażenia jednopomieszczeniowej altany, gdzie żaden rygor niezbędności nie obowiązywał rzeczy. Czasem na działkę przyszedł ktoś z chlebem. Wtedy się przydawała. Normalnie stała na parapecie, aż do czasu likwidacji działek.

Wtedy na powrót trafiła do swojej pierwszej kuchni, ale już nie pasowała tam. Nie da się z działki powrócić do normalnego życia. Schowana na dole kuchennego kredensu przeleżała kilka lat, aż do czasu kiedy mieszkanie w bloku na Białym Prądniku zostało zlikwidowane. To znaczy jego ostatni mieszkaniec umarł, a dziedzice wybrali inne domy. Przejęliśmy trochę rzeczy skategoryzowanych, jako “stare” i “nikomu nie potrzebne” wraz z odpowiadającymi im historiami.

W swoim trzecim życiu krajalnica stała się obiektem do oglądania. Jeżeli nie znajdziemy dla niej altanki, najprawdopodobniej trafi na śmietnik.

questing 130

Działkowanie wirtualne

21 11 2009 :: :: Komentuj (1)

Mówi się, że za czasów realnego socjalizmu działki pracownicze stanowiły substytut ogrodów, sadów i domów, których posiadanie przestało być osiągalne dla nowoprzybyłych do miast dawnych mieszkańców wsi. Dacza poza miastem była marzeniem dostępnym niewielu. Mieszczuchy (np. ja) doświadczały pobytu w ogrodzie głównie na wakacjach. A altanka na działce w ogrodzie pracowniczym… hmm, to prawie jakby dom. No i tak, jak i tu “prawie” czyni różnicę, tak i w “Farmville”, temacie tego posta, naprawdę nie dzieje się nic…

Farmville to gra wymyślona dla użytkowników sieci, którzy, aby wziąć w niej udział muszą wejść do grona społeczności Facebook. W skrócie chodzi o to, żeby uprawiać farmę: siać, podlewać, zbierać plony. Podobnie, jak w zabawce tamagochi, gracz ma bezpośredni wpływ na to co i jak na farmie urośnie. Musi odwiedzać farmę kilka razy na dzień, czyli “wchodzić na swoją stronę gry”. Dobrze wymyślona i zadbana uprawa ma przynosić satysfakcję i relaks, dobrze kojarzone z uprawą realnych ogrodów.

[czytaj dalej...]

Szaleństwo katalogowania

20 11 2009 :: :: Komentuj (1)

Z niekłamaną przyjemnością donoszę o ukazaniu się właśnie w księgarniach nowej książki powstałej pod redakcją i firmowaną przez Umberto Eco. “Szaleństwo katalogowania” to wspaniała lektura dla kolekcjonerów, kustoszy, badaczy, aktywnych obserwatorów i komentatorów świata.

Po pierwszym zachwycie publikacją pełną najbardziej ulubionych tekstów i obrazów przypomniałam sobie listy przedmiotów kolekcji działo- działka, jakie powoli powstają w eksplorowanym przez Załogę Dzi terenie i… w głowach. U Eco rodzajów list, wyrazu czasem historycznego sposobu kategoryzowania i porządkowania świata jest sporo. Do działki najbardziej- na pierwszą myśl – pasuje “wunderkamera”, czyli pokój osobliwości oraz problematyka katalogowania rzeczy. Działki są poletkiem różnorodności i chyba także miejscem wielu cudów (w tym cudów rodzimej technologii). Ach, urzeka mnie pomysł katalogowania ich.

A jeśli więc pustka stuka do Waszych osobistych magazynów, zbieracze, podążcie na czas jakiś tropem Itala Calvina, który – chyba z braku odległych podróży- stworzył “Niewidzialne miasta” i pomyślcie o przedmiotach doskonałych, przez swoją logikę działkową. Nawet jeśli mieć ich nie możemy (pochłonęła je budowa nowej drogi, ktoś je ukradł, albo są poza naszym zasięgiem stanowiąc rzeczy zbyt cenne, aby je upublicznić) są one do pomyślenia. Poszukajcie wspomnień przedmiotów istniejących, które odcisnęły swój ślad w pamięci/ pamięciach. Może sami macie takie wspomnienia. Może takie wspomnienia pojawiły się w wywiadach…

Wyłania się nowa idea

Taka kolekcja/ katalog przedmiotów do pomyślenia może być dla nas wszystkich dobrą rozgrzewką przed inwentaryzowaniem prawdziwej, realnej kolekcji.

Rowerem na dzieło-działkę?

16 11 2009 :: :: Komentuj (2)

Etnodizajn

Oto rower z etnodizajnerskiej kolekcji z etnograficznym klasycznym tłem. Cytuję z przewodnika po wystawie, słowa autorstwa Agnieszki Sabor:

(…) Rzeczowość oznacza jednak w pierwszym rzędzie funkcjonalność, czy też – jak powiedzielibyśmy dzisiaj – ergonomię. Śliczny rower damka, ozdobiony dekoracyjnymi motywami roślinnymi (w których powracają kojarzone etnograficznie, intensywne kolory: czerwień, zieleń, żółć i błękit, nałożone na czystą biel), byłby marzeniem każdej eleganckiej krakowianki. Ale ten sam rower, usytuowany obok zwykłego, rolniczego pługu, schodzi na drugi plan, każąc dostrezc genialność urządzenia, które uważamy dziś za przestarzałe, przaśne, ba, prymitywne. Odkrywamy bowiem, że ręce człowieka dokładnie w taki sam sposób napierają na kierownicę roweru i na ramiona pługu. Nie ma żadnej różnicy – trzeba jak najlepiej napiąć mięśnie, by posunać się do przodu. To odkrycie uczy pokory.

Etnodizajn

fot.: Gosia Małochleb

Etnodizajn na działkach

13 11 2009 :: :: Komentuj (1)

W poprzednim poście Łucja wskazuje na trudność, jaką napotkała w kontakcie z fragmentem kolekcji MEK – niemal wszystko „mówi” także o ogródkach działkowych. Podobne poczucie towarzyszyło mi gdy przysłuchiwałam się dyskusji panelistów podczas konferencji otwierającej Etnodizajn Festiwal organizowany przez nasze muzeum. Na myśl przychodziły arcydzieła działkowego dizajnu – szykowne pułapki na krety, wietrzne zabawki z niewiadomo czego, zaskakujące połączenia funkcjonalnej formy z ekologią (recykling!) i estetyczną decyzją twórcy-użytkownika (warto posłuchać brzmienia tych urządzeń potraktowanych jako instrumenty na zimowym filmie „Kołysanka” Alicji Karskiej i Aleksandry Went – link podesłany przez Patrycję Cembrzyńską).

Pytanie „co to jest etnodizajn” rozpracowywano tydzień temu na wiele sposobów. Zwracano w trakcie gorącej dyskusji uwagę na to, że mamy do czynienia z kolejnym wcieleniem starej mody, której etno-źródła związane są silnie z aktualnym dla danej epoki rozumieniem samej etnografii. W pamięci utkwił mi głos z sali – przykład fińskiego projektanta podany przez prof. Bożyka z Pracowni Projektowania Produktu krakowskiej ASP. Otóż pewien inżynier-designer pracując nad projektem sekatora ogrodniczego wpadł na pomysł obracających się uchwytów narzędzia, które ochronią dłonie przed odciskami. Projektant zanim przystąpił do przełożenia pomysłu na komputerowy wzór pracował kozikiem, w drewnie. „Kozik i komputer” jako metafora etnodizjanerskiego myślenia o rzeczach i ludziach to chyba dobra perspektywa.

Zachęcam do zapoznania się z festiwalowymi wystawami – potrwają tylko do 22 listopada: „Wystawa główna”, to często zaskakujące przykłady etnodizajnu wkomponowane w stałą wystawę MEK w Ratuszu, Plac Wolnica 1, „Punkt oparcia” w Kawiarni Noworolski w Sukiennicach, Rynek Główny 1 gdzie krzesło gra główną rolę i „Naturalne zasoby polskiego designu” w Esterce, Krakowska 46. Wstęp wolny.
I na koniec mój ulubiony obiekt: lampki ze starych choinek francuskiego studia 5.5 designers. Prawda, że jakiś zdolny działkowiec-elektryk nie powstydziłby się i takiego pomysłu?

ETNODIZAJN-5.5designers-mon beau sapin

dzielo dzialka zaloga dzi kolekcja dzielo dzialka formularz kontaktowy Muzeum Etnograficzne w Krakowie
freeenergyquote.com www.carsaccidentsinsurances.com