Pierwsza wizyta na działkach

15 04 2009 :: :: Komentuj

Sobotnie popołudnie. Pogoda jest piękna, choć to dopiero początek kwietnia. Dziś po raz pierwszy spotykamy się z działkowcami. Zanim znalazłam się z towarzyszącą mi Anią na działkach, najpierw musiałyśmy je odnaleźć. Okazuje się że samo zdawkowe rozpoznanie na mapie nie wystarcza. Trzeba tam jeszcze dotrzeć. Robimy wśród napotkanych osób rozeznanie terenu- jak najszybciej dojść we wskazane miejsce. Mijamy trasy atrakcyjne dla osób czynnie (rolki, rower, jogging), leniwie (opalanie) czy nawet romantycznie (randki) spędzające swój wolny czas. Za chwilę jednak znajdujemy się w bardziej spokojnym miejscu. Coś mówi mi i Ani, że jesteśmy już blisko „naszych” działek. Nie mylimy się. Jak na pierwszy raz poszło nawet nieźle. Ale to tak naprawdę dopiero początek. Już za chwilkę czeka nas spotkanie z większością działkowców. Kierujemy się wraz z Anią do głównego budynku na działkach. Tu czeka na nas kolejna Ania.

Budynek, w którym mieści się zarząd jest bardzo zadbany i na tyle przestronny, by pomieścić przedstawiciela każdej działki. Zajmujemy miejsca wśród działkowców. Budzimy ciekawość, zainteresowanie i… niepewność . Nikt nie odważa nam sie zadać jeszcze żadnego pytania. Nic dziwnego jesteśmy „obce” wśród „swoich”. Rozglądam się z ciekawością po zaludniającej się jeszcze sali. Widzę śnieżnobiałe obrusy i takież same białe firanki w oknach. Na ścianach dostrzegam elementy charakterystycznej drewnianej kratki wykorzystywanej jako zewnętrzny element architektoniczny altan. Jest też i mały podest. Domyślam się, że jest to miejsce przeznaczone nie tylko do omówienia obowiązkowych „działkowych” spraw, ale również miejsce, w którym można odprężyć się od wytężającej pracy- poprzez rozrywkę .
Z zamyślenia wyrywa mnie widok przesympatycznej starszej pani. Jest niezwykle żywiołowa i aktywna. Roznosi wszystkim chętnym gorące napoje a nam proponuje się częstować. Czyżby to pierwszy objaw zaufania? Nie, na to jeszcze chyba za wcześnie, ale pomyślałam sobie, że miło by było spędzić z taką osobą parę chwil na rozmowie.

Spotkanie działkowców zajmuje nieco czasu. Powoli nie tylko my zaczynamy się nudzić, ale też sami zainteresowani. Głosy przemawiających zaczynają mieszać się z glosami działkowców omawiającymi, w swoim gronie inne tematy, być może równie ważne. To chyba najlepszy moment na przywitanie i „zwykłą” rozmowę. Potem może nie starczyć na to czasu, kiedy pełną parą przystąpi się do prac ogrodowych. Ktoś ucisza głosy „niezainteresowanych”, parę osób pojedynczo wychodzi ze spotkania. Choć na zewnątrz wciąż jeszcze gorąco, mi zaczyna być w tym pomieszczeniu zimno. Patrzę znacząco na obydwie Anie. Namawiamy się, że jeszcze troszkę pozostaniemy. Myślę sobie, że trochę szkoda takiego dnia na takie długie posiedzenia, ale zaraz racjonalnie zauważam- jak nie teraz to kiedy? Ale i to tłumaczenie nie do końca mnie samą przekonuje. Wreszcie jednak decydujemy się wyjść. Okazuje się, że nie tylko ja zmarzłam. Łapiemy ostatnie promienie słońca. Jeden etap spotkania z działkowcami za nami. Przed nami spotkania indywidualne. Teraz to my z pewnością będziemy równie niepewne i ciekawe jak oni nas.
Wraz z Aniami życzymy wszystkim powodzenia- sobie oczywiście również !!!

dzielo dzialka zaloga dzi kolekcja dzielo dzialka formularz kontaktowy Muzeum Etnograficzne w Krakowie