“Nie wpuszczamy obcych” czyli o potrzebie formalnego zezwolenia

5 04 2009 :: :: Komentuj

Właśnie wróciłam z pełnego wrażeń spaceru po krakowskich działkach. Chciałam przede wszystkim zobaczyć co tam działkowcy już działają i zobaczyć stan wegetacji (mam na myśli rośliny)…
No i zobaczyłam…

Z ogrodu “Cichy Kącik” zostałam wyproszona niedługo po wejściu na jego teren przez otwartą na oścież główną bramkę. Niewiele pomogły argumenty i tłumaczenia skąd jestem i co tutaj robię. Pan Działkowiec stał się nawet miły, ale podtrzymał opinię:
“Nie wpuszczamy obcych. Proszę wyjść.”
Poniekąd, nie dziwię się. Poza głównym ogrodzeniem, nie ma tam żadnego. Działki oddzielone są od siebie tylko krawężnikiem i chociaż byłam na głównej alejce to czułam się jakbym Panu weszła do ogródka.
Pożegnałam się i wyszłam.

Z “Cichym Kącikiem” sąsiaduje (także otwarty) ogród “Biprostal”.
Tym razem miałam problem żeby wyjść!
W międzyczasie ktoś wyjechał samochodem i zamknął bramę.
Oczywiście nie miałam zamiaru przeskakiwać w niedzielnym ubranku, w środku dnia przez płot prawie w centrum Krakowa.
Znalazłam działkowców (dziwnie ich mało w “Biprostalu” mimo ładnej pogody).
Starsza Pani spojrzała na mnie trochę podejrzliwie, ale nie dopuściłam jej do głosu “trajkocząc” przez kilka minut aż oddelegowała wnuka z kluczem do bramy.
Wykorzystując moment w którym musiałam nabrać oddechu, Pani zapytała
“Chcą zlikwidować te działki?”
jakbym powinna coś o tym wiedzieć

Wniosek: Lepiej się nie pokazywać na działkach bez identyfikatora i pisma z MEK, bo pewnie zostanie się wziętym za kogoś z zarządzania przestrzennego… albo jeszcze gorzej… z firmy developerskiej.

dzielo dzialka zaloga dzi kolekcja dzielo dzialka formularz kontaktowy Muzeum Etnograficzne w Krakowie